| Spis treści |
|---|
| JELCZ 120MM (1992-2008) |
| Lista Taborowa 1992 |
| Dane Techniczne |
| Wygląd Fabryczny (rysunki) |
| Wszystkie strony |
Autor zdjęcia na winiecie: Andrzej Bakaj
JELCZ 120MM
Lata eksploatacji liniowej: 1992-2008
Jelcze 120MM były spadkobiercami znanych już wcześniej w Łodzi Jelczy PR110U i PR110M. To był praktycznie ten sam autobus, posiadający pewne ulepszenia techniczne i nieznacznie zmieniony wygląd. Produkcja tego modelu była wymuszona końcem dostaw węgierskich podwozi, dzięki którym Jelczańskie Zakłady Samochodowe budowały m.in. dla MPK Łódź Jelcze M11, a także zmieniającymi się wymogami rynku. Na samym początku lat 90. JZS wrócił do produkcji Jelcza PR110, dwa takie wozy przyszły do zajezdni w Pabianicach, ale model pomimo wieloletniej produkcji posiadał nadal wiele wad konstrukcyjnych, a także jego sylwetka stawała się coraz bardziej przestarzała. Wprowadzono więc zmiany konstrukcyjne, unowocześniono wygląd i nadano nowe oznaczenie Jelcz 120M.
Zmiany konstrukcyjne miały na celu przede wszystkim eliminację pękania kratownicy tego dwunastometrowego pojazdu wyposażonego w ciężki silnik mielecki. Zastosowano m.in. szersze słupki okienne zaraz za pierwszymi drzwiami oraz na tej samej wysokości lewej burty i zmieniono tylną ścianę wstawiając dodatkowe jej wzmocnienia na dole tylnej szyby. Aby nie było ich widać z zewnątrz szyba została pomniejszona poprzez odcięcie jej dolnej części - patrząc od dołu wozu zaczynała się wyżej. Dokonano tego jednak w bardzo tandetny sposób, wstawiając w miejsce dużego otworu okiennego mniejszą szybę i dodatkowy element blaszany. Łączenia mimo, że bardzo charakterystyczne dla tego modelu były mało estetyczne, a przede wszystkim były poważnym siedliskiem korozji.
Poważna zmiana designu nastąpiła także w górnej części przodu. Masywny, wystający metalowy świetlik z miejscami na opis liniowy, wystający bardziej na górze, a mniej na dole, zastąpiono nowym skierowanym zgodnie z zasadami aerodynamiki, wykonanym z tworzywa. Nieznacznie nadało to nadwoziu optycznej lekkości.
Na kołach przedniej osi pojawiły się obręcze osłaniające śruby mocowania kół. Zmienił się także tylny zderzak, a w zasadzie zastosowane w nim lampy. Model 120M miał lampy dłuższe, zawierające w sobie także światła przeciwmgielne i cofania. Także okna autobusu uległy modernizacji, zmieniły się uchwyty do otwierania oraz wzrosła liczba otwieranych okien. Inna była także kratka wlotu powietrza do wentylatora chłodnicy silnika.
Jednostka napędowa i skrzynia biegów w podstawowym modelu pozostała taka sama, jednak chcąc wyjść na przeciw większym wymaganiom rynku JZS skłonił się ku skrzyniom automatycznym i mocniejszym silnikom z zachodu. Montowano skrzynie dwóch najpopularniejszych w europie producentów - ZF i VOITH. W temacie silników nastąpiło wiele prób z różnymi producentami takimi jak M.A.N., czy Volvo. Najlepiej sprawdziła się manowska jednostka napędowa i takie też otrzymały łódzkie egzemplarze. Ze względu na zastosowanie silnika firmy M.A.N. do oznaczenia 120M dodano drugą literkę M - 120MM, aby odróżnić wozy z manowską jednostką napędową, od tych z tradycyjnym mielcem.
Przy wyborze skrzyni padło na firmę ZF z modelem ZF4 HP500. Jak się potem okazało zestawienie MAN D2866 UH + ZF4 HP500 było najlepszym wyborem, autobusy były zrywne, szybkie i silne. Ponadto silniki spełniały normę czystości spalin EURO-1, co w tamtych latach było sporym osiągnięciem dla polskiego autobusu.
Niestety wybór skrzyni ZF, które zwykle posiadają więcej biegów niż skrzynie VOITH, zawsze wiąże się z problemem większego szarpania przy zmianie biegów, ale tutaj wiele zależy od sposobu serwisowania i eksploatacji podzespołów. Jako, że łódzkie realia są dosyć ciężkie dla wozów, pod koniec eksploatacji nie było zbyt dobrze w tym temacie.
Wozy dostarczono do Łodzi w pierwszej połowie 1992 roku, w niezbyt licznej partii - pięciu sztuk. Zasiliły one zajezdnię ZKA-2 Helenówek, na której długo miejsca nie zagrzały, bo zajezdnię jeszcze w tym samym roku zlikwidowano. Pomalowane były w zasadzie tradycyjnie, na kremowo z czerwonym pasem na środku wozu, czyli jak to się zwykło określać na kremowo-czerwono-kremowo. Drobną zmianą malatury w stosunku do Jelczy PR110 czy M11 był dodatkowy czarny pas na samym dole burt oraz czarny margines dookoła okien bocznych. Wozy oznaczone były napisami producenta autobusu w postaci naklejek - nie było zatem na masce znanego ze starszych modeli napisu J E L C Z składającego się z osobnych literek. Dodatkowo wozy miały wymalowane napisy wykonane od szablonu z oznaczeniami producenta silnika i skrzyni biegów.
Wozy ponumerowano od 2251 do 2255, a numery naniesione od szablonu miały dość charakterystyczny wygląd. Wykonano je bowiem w trochę odmienny sposób niż zawsze. Do tej pory malowano z czarnym cieniem lub bez niego, wykonując cień poprzez uprzednie namalowanie numeru kolorem czarnym i dopiero na to białym, kremowym bądź żółtym. Tu wykonano najpierw numer kolorem kremowym, potem czarnym, a na wierzch znowu kremowym. Wyglądało to dość ciekawie i całkiem estetycznie gdy było nowe. Gorzej sprawa się miała w końcowej fazie eksploatacji w barwach fabrycznych, tuż przed remontem, gdy czarna farba się pościerała i kremowe numery zlały się tworząc wielkie niekształtne bukwy.
Mimo iż wozów było tylko pięć dotarły one do Łodzi w dwóch partiach. Wozy 2251 i 2252 wpisano na stan 29 lutego 1992r., a wozy 2253-2255 30 kwietnia 1992r. W związku z tym różne też były ich tablice rejestracyjne - pierwsze dwa wozy miały początek literowy LFA, a trzy kolejne LFC. Co ciekawe wozy 2253-2255 otrzymały numery rejestracyjne z końcówką odpowiadającą ich numerom inwentarzowym 53-55. Jakby tych podziałów było mało tylko wozy z pierwszej dostawy doczekały się przerejestrowania na nowe - białe tablice rejestracyjne.
Z tych pięciu wozów tylko 2251 posiadał parzystą końcówkę numeru podwozia - 0066, natomiast cztery pozostałe wozy miały swoistego rodzaju porządek - każdy wóz miał kolejną nieparzystą liczbę od 0011 do 0017.
Po likwidacji zajezdni Helenówek nowe jeszcze Jelcze trafiły do zajezdni ZKA-2 Nowe Sady, gdzie w związku z przejęciem przez ową zajezdnię numeru 2 po zlikwidowanym Helenówku i numeracji 2xxx, wozy zachowały swoje pierwotne numery taborowe.
Na swojej nowej zajezdni wozy pozostały w spokoju przez 14-cie lat. Przeszły remontu kapitalne połączone z przemalowaniem w obowiązujące malowanie żółto-czerwone, a trzy z nich zmieniały swój wygląd jeszcze przed remontem. Jako pierwszy swój wygląd zmienił wóz 2253, gdy wyklejono na nim reklamę produktów spożywczych. Potem wozy 2251 i 2254 po niewielkich naprawach bieżących zmieniły swoją malaturę na żółto-czerwono-żółtą.
W styczniu 2006 roku odpadł z gry pierwszy z Jelczy 120MM - wóz o numerze 2252 po pożarze w dniu 22 stycznia 2006r. został skasowany. W lipcu zajezdnia Nowe Sady pozbyła się pozostałych wozów odstawiając je do tramwajowej zajezdni Telefoniczna wraz z liczną grupą Ikarusów 280. Wozy te miały posłużyć jako rezerwa i podczas budowy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego kursować na liniach zastępujących tramwaje. Miejsce składowania tych autobusów nie było przypadkowe - odstawiono je na zajezdnię tramwajową w nadziei, że tam nie rozejdą się z nich części. Jelcze nie postały tam długo, bo już w grudniu, w związku ze sprzedażą 5 Solarisów Urbino 12 i 5 MANów NL223 przez zajezdnię Nowe Sady, powróciły do ruchu. Radość z ich powrotu nie potrwała jednak długo. Wóz 2255 nie wrócił wcale, gdyż został skasowany jeszcze w 2006r. Wozy 2251, 2253, 2254 w roku 2007 wycofano ponownie. Wóz 2253 skasowano, a wozy 2251 i 2254 przekazano, borykającej się z poważnymi brakami taborowymi, zajezdni Kilińskiego.
Na zajezdni Kilińskiego, gdzie ten typ Jelczy pojawił się po raz pierwszy, wozy przenumerowano zmieniając im pierwszą cyfrę numerów z 2 na 1. Numerami 1251 i 1254 wozy zdublowały numerację po swoich poprzednikach - Jelczach PR110M z roku 1982. Także tutaj wozy nie zostały na długo. W dniu 28 marca 2008r. zlikwidowano zajezdnię, wóz 1251 wyjechał na Telefoniczną, a dalej razem z wieloma Ikarusami 280 na złomowisko w Koluszkach, a wóz 1254 wrócił po raz kolejny na Nowe Sady. Przywrócono mu jego numer, ale pojeździł tylko do 13 maja 2008r. Tego dnia skreślono go ze stanu MPK Łódź, które pozytywnie przychyliło się do prośby o umożliwienie ostatniego łódzkiego 120MM przez miłośników zrzeszonych w serwisie Buslodz.pl i 22 czerwca 2008 roku sprzedano Jelcza do Buslodz Volan.
W między czasie wóz odholowano na Telefoniczną, bez skrzyni biegów, rozrusznika, akumulatorów, wiązek elektrycznych z klemami, sterownika skrzyni biegów i bez kilku innych niezbędnych części. W dniu 26 czerwca 2008 roku po wielu przygodach, jednej nieudanej próbie holowania, udało się zabrać wynajętym holownikiem Jelcza z zajezdni przy ul. Telefonicznej na bazę BV. Podczas nocnej zabawy w holowanie z wozu wypadł, źle zabezpieczony do transportu, silnik uszkadzając dość poważnie wydech. Później już było tylko gorzej, okazało się, że pozyskanie sprawnej skrzyni, kompletacja innych części i uruchomienie nie będzie wcale ani tanie, ani łatwe, w warunkach trzymania wozu kątem u kogoś, pod chmurką, bez kawałka nawet kanału wręcz niemożliwe. A to byłby dopiero początek zmagań, bo pozostałby jeszcze remont kapitalny całości.
Miłośnicy bombardowani opłatami, za niejeżdżący i nie rokujący pojazd, z tytułu OC, podatku od środków transportowych powyżej 3,5 tony oraz parkingowych poddali się w temacie ratowania Jelcza i 5 czerwca 2009r. pozbyli się go., skupiając się na Ikarusach. Jelcza żałują każdego dnia, szczególnie widząc na zegarze godzinę 22:54, jednak nie było wyboru. Dopiero rok później pojawiły się przepisy w Wydziale Komunikacji pozwalające wycofać czasowo autobus z ruchu (wyrejestrowanie czasowe połączone z czasową konfiskatą dowodu rejestracyjnego i tablic rejestracyjnych przez WK) na 48 miesięcy (4 lata), co umożliwia zejście z opłat z tytułu OC i podatku. Jednak czy to by coś dało? Czy w obliczu bardzo ograniczonego budżetu udałoby się pozyskać automatyczną skrzynię biegów i kogoś kto zechciałby ją zamontować w autobusie?
W tym przypadku idealnie widać jak chore przepisy (obowiązkowe OC i podatek) mogą uniemożliwić zachowanie zabytków motoryzacji (Jelcz co prawda miał dopiero 17-cie lat, ale każdy pojazd, który staje się kiedyś zabytkiem trzeba najpierw zachować od kasacji - uratować przed palnikiem i hutą). Pozostaje mieć nadzieję, że w innym polskim mieście podobnym zapaleńcom uda się zachować swoją 120-tkę.
Ciekawostką, poznaną przez miłośników dopiero po zakupie Jelcza, wartą wspomnienia jest fakt, że Jelcz 120MM #2254 miał w dowodzie wpisane, że był Jelczem PR110 - ot, pomyłka urzędników, powielana przez lata w każdym następnym dowodzie.
Co ci urzędnicy wiedzą o autobusach...
| « poprzednia | następna » |
|---|






